POCIĄG TOWAROWY I KRÓLIK ZABÓJCA NA GDYNIA BLUES FESTIWAL

„Morza szum, ptaków śpiew, złota plaża pośród drzew…wszystko to w letnie dni przypomina… ….Gdynia Blues Festiwal…. mi”.  No może przesadziłem z tą złotą plażą, ale sam festiwal będę wspominał głównie dzięki występowi the Freight Train and the Rabitt Killer. Gdyby się sugerować godzinową rozpiską to duet z Kansas nie był gwiazdą wieczoru. Panowie wystąpili w niedzielę ok. godz.17.00 i ….ale może jednak zacznę po kolei.

The Freight Train and the Rabbit Killer na Gdynia Blues Festiwal 2019
The Freight Train and the Rabbit Killer na Gdynia Blues Festiwal 2019

Morza szum, bluesa śpiew

Pierwszy dzień szesnastej edycji festiwalu to biletowany koncert w kwaterze głównej organizatora, czyli Blues Clubie przy ul. Portowej. Wystąpił angielski bluesman Neil Wilde wspomagany przez polski Forsal. Kolejne 3 dni to już morza szum, czyli plenerowe granie w pięknych okolicznościach przyrody. Na scenie przy skwerze Arki (mało który miejscowy zna to miejsce z oficjalnej nazwy) wystąpiło w sumie 15 zespołów. Ze względu na lokalizację, z frekwencją bywało różnie, słuchaczami często byli przypadkowi plażowicze zwabieni dźwiękami muzyki, zapachem grillowanej kiełbasy i darmowym wstępem. Ale każdy sposób na promocję tego rodzaju muzyki jest dobry.

Schody do nieba nad Bałtykiem

Choć czasami pod sceną, głównie przy występach pierwszych w kolejności zespołów nie było dużo ludzi, a i część publiki wolała zajmować strefę, że tak powiem siedząco-bufetową, to na sobotnim występie Zeppelinians pojawiły się tłumy. Właściwie nie wiem skąd i jak, ale nagle zaczęły się robić kolejki do toalet, do bufetu, a pod scenę nie można się było dopchać. Wszystko wyjaśniło się jak panowie zaczęli grać. Niby tylko tribute band do Led Zeppelin, a jednak. Nie dziwię się że zespół ma takie duże grono odbiorców. Niesamowity głos wokalisty, świetna gra całego zespołu. Ludzie kołyszący się i tańczący do niektórych kawałków. Wspaniały klimat który przenosił w inna epokę, początków psychodelicznego rocka, prawdziwych Zeppelinsów. Zespół w składzie Filip Kamerath – vocal, Piotr Augustynowicz – guitar, Tomasz Nowik – bass, Igor Augustynowicz – drums, Michał Mantaj – keyboards, warto zobaczyć ich na żywo.

Pociąg towarowy i królik wchodzą na scenę

Niesamowity, teatralny wręcz klimat stworzyli wspomniani na początku The Freight Train and The Rabbit Killer. Biorąc pod uwagę wczesną godzinę ich występu naprawdę potrafili rozbawić i zahipnotyzować publiczność. Przede wszystkim wystąpili w maskach i oryginalnych przebraniach. Już samo to przykuwało uwagę. Ale najbardziej magnetyczna była moim zdaniem prostota i energia z jaką grali. Tak jakby nie przejmowali się gdzie są i dla kogo grają. Widać było radość z muzyki, z jej tworzenia. Zdecydowanie trzeba ich zobaczyć i posłuchać live, odsłuchanie płyty nie robi już takiego wrażenia.

Na żywo to cały spektakl. Duet, czyli Kristopher Bruders (the freight train) i Mark Smeltzer (the rabbit killer) to z całą pewnością barwne postacie. Ten ostatni szyje własne ubrania, przerabia i ozdabia stare, tworzy nowe rzeczy z recyklingu (jego mama była krawcową) oraz robi własne instrumenty (tata był fizykiem, naukowcem).

Stoisko z z płytami i wyrobami rękodzielniczymi The Freight Train and the Rabbit Killer

Mają swój oryginalny przekaz, nie tylko muzyczny. Stworzyli swój własny komiks z przewodnią postacią królika zabójcy (pozytywnej postaci jak się okazuje). Swoimi występami trochę chcą nas postraszyć, ale to wszystko jest umowne, na zasadzie jak chcesz to pobaw się z nami. Myślę ze najbardziej w ich muzyce urzekła mnie ich autentyczność. Udowodnili to podczas nocnego jam session w Gdynia Blues Club. Tam żaden z obecnych festiwalowych muzyków nie kwapił się do wyjścia na scenę. Dopiero gdy pojawili się panowie z Kansas, wyciągnęli swoje instrumenty i po prostu zaczęli grać, inni dołączyli. Nawet Carlos Johnson, który zasłaniał się koncertowym zmęczeniem wszedł na scenę.

Jam session w Gdynia Blues Club
Mark Smeltzer z gitarą własej konstrukcji
Mark Smeltzer ze swoją patelnią

Wracając do samego festiwalu to mogę podsumować lapidarnym stwierdzeniem: było dużo dobrej muzyki i każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Ja znalazłem.  

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s